A tu cicho na blogu. Obiecuję poprawę. Dla samej siebie, dla dziewczyn.
Lato za nami, jesień w pełni. Z nią uroki tej pory roku - dziewczyny chore, grypa wkoło szaleje. W piątek zachorowala Nika. Po południu zaczęła mocno gorączkować. Tego dnia miała mieć urodziny w sali zabaw dla dzieci z klasy. Oczywiście wszystkim trzeba było grzecznie podziękować, bo jubilatkażala i jęczała. Wczoraj - w Niki urodziny, przyszli Dziadkowie. Był skromny tort, ten który został z planowanych urodzin w "Igraszce".
Dziewczyny dostały lego creatora.
Po południu Tuska została ustrzelona przez wirusa - gorączka 39 st. C. W nocy - piec, pewnie ze 40 st. C. Żadna z nas nie spała, a ja rano do pracy. W ciągu dnia, jak donosi Tata - lepiej. Coś zjadły, oglądały TV, jak wróciłam z pracy - polepiły cisatoliny. Zajechałam do Tesco, zeby kupić trochę artykłów plastycznych, bo przed nami tydzień w domu.
A teraz co na Mazurach - Maciek był w naszym domku 3 razy od czasu zakończenia sezonu.
Domek czeka, wycinka prawie zakończona.
Jesień zawitała do Żywego:
Ale ryby biorą:
niedziela, 15 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz