U progu jesieni - u nas lato. Po czarnych chmurach - wreszcie słońce. Dziewczyny w końcu zdrowe. Nika załapała się na sezonową grypę, siedziała w domu przez półtora tygodnia, wystawiając na próbę moją cierpliwość i umiejętności psyshologiczne. W miniony czwartek Nika poszła do szkoły, cała że wreszcie spotka się z dziatwą. kóra rozumie jej potrzeby.
Udało nam się też wreszcie ostatecznie wyjasnić z Olkiem jak ma wyglądać jego "Salon Vip- owski". Misiek z ciężkim sercem wyzbył się planów łązienki przy swojej sypialni, w zamian za kuchnie Olka. Olek i Greta będą szczęśliwymi posiadaczami pokoju z widowiem na jezioro, łazienki i kuchni, tudzież małego korytarzyka, drzwi, które będą łączyć ich apartamanry z naszymi.
Uffff, nie było łatwo mediować w rozmowach Ojciech - Syn, ale się udało. Greta odetchnęła, jak wszyscy zresztą.
Teraz tylko architekt, deska kreślarska i fiuuuuuuuuuuuuuuuuu - rysujemy nasze marzenia przelewając je na papier.
Nie mogę się doczekac wiosny i tego odgłosu rozwalanych ścian w naszym nowym domu na Mazurach.
sobota, 28 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz