niedziela, 16 maja 2010

Wiosna na tapecie

Czyli znów czas zmian. Za oknem zielono, choć pada (od tygodnia). W ogrodzie zielono i kolorowo. Choć ciało jeszcze w Pruszkowie, serce już w Żywym! Termin planowanej przeprowadzki - wiosna - lato 2011. Czyli na moje czterdzieste urodziny - ładnie, pysznie.
Maciek jeździ na Mazury średnio raz w miesiącu. Ostatnio razem z kolegą z pracy, oraz z "lokalnym inżynierem" wykonali kawał dobrej roboty: wyburzyli ścianki na górze, zerwali tynki, powynosili gruz. Na zdjęciach pokoje wyglądają dziwnie, jakoś nieswojo. Chwilowo zniknął z nich klimacik, ale liczę, że już wkrótce pojawi się ich nowe oblicze.

czwartek, 31 grudnia 2009

Nowy Rok

Powitał nas śniegiem i pozytwnymi myślami.
Coprawda spędziliśmy go w dziwaczny sposób (ja poszłam spać o 22, bo wstawałam do pracy na 5, a Misiek z Niką buszowali po sąsiadach), ale cieszę się, że mamy już 2010.
Postanowienia noworoczne - nie lubię ich, ale dziś zrobię wyjątek:
Po pierwsze - schudnąć - to jak co roku, nic nowego:) Zjadę do 64 kg - to pewne.
Po drugie - załatwić wszystkie nasze zdrowotne sprawy. Zamknąć wszystkie leczenia, zanim wyprowadzimy się na Mazury.
Po trzecie - spędzić następnego Sylwestra w ŻYWYM!!! W tym zdaniu mieści się wszystko: remont, przeprowadzka, szkoła Niki.
Obyśmy się za rok spotkali w naszym nowym salonie, palili ognisko nad naszym jeziorem, chodzili rano w kapciach po naszym korytarz, składali życzenia naszym nowym sąsiadom.
I tak będzie!!!

sobota, 12 grudnia 2009

Fonetyka - pierwsze koty za płoty

Teraz ż wiem - rok 2009 będzie "Rokiem pierwszych razów". W tym roku, w kolejności chronologicznej - pierwszy raz kupilismy staraa mazirska szkołę, zwaną dalej Czarną Jachtą, pierwszy raz zdałam na studia podyplomowe, pierwszy raz Nika poszła do pierwszej kalsy i pierwszy raz nie zdałam kolokwium. Konkretnie - z fonetyki. Misiek się śmieje, że musi byc kiedyś ten pierwszy raz i ze on nie miał na studiach takiego roku, w którym by czegoś nie poprawiał. Więc niby ja - kujonek?
Stało się, klops, kicha, czapa. Nie zdałam fonetykui, Poprawka 19 grudnia. Wyklepię wszystko na blachę i zdam, muszę to powtarzać jak mantrę.

Aha, wczoraj wjechałam w kogoś samochodem. Banalnie, głupio i na szczęście - niezgroźnie. Zagapiłam się, puściłam hamulec i uszkodziłam Fiata Mareę Pana Konrada Jarka.
Niech się ten tydzien skończy.

sobota, 28 listopada 2009

U nas lato

U progu jesieni - u nas lato. Po czarnych chmurach - wreszcie słońce. Dziewczyny w końcu zdrowe. Nika załapała się na sezonową grypę, siedziała w domu przez półtora tygodnia, wystawiając na próbę moją cierpliwość i umiejętności psyshologiczne. W miniony czwartek Nika poszła do szkoły, cała że wreszcie spotka się z dziatwą. kóra rozumie jej potrzeby.
Udało nam się też wreszcie ostatecznie wyjasnić z Olkiem jak ma wyglądać jego "Salon Vip- owski". Misiek z ciężkim sercem wyzbył się planów łązienki przy swojej sypialni, w zamian za kuchnie Olka. Olek i Greta będą szczęśliwymi posiadaczami pokoju z widowiem na jezioro, łazienki i kuchni, tudzież małego korytarzyka, drzwi, które będą łączyć ich apartamanry z naszymi.




Uffff, nie było łatwo mediować w rozmowach Ojciech - Syn, ale się udało. Greta odetchnęła, jak wszyscy zresztą.
Teraz tylko architekt, deska kreślarska i fiuuuuuuuuuuuuuuuuu - rysujemy nasze marzenia przelewając je na papier.
Nie mogę się doczekac wiosny i tego odgłosu rozwalanych ścian w naszym nowym domu na Mazurach.

niedziela, 15 listopada 2009

Lato minęło, jesień zaatakowała grypą

Nie lubię, jak mi komputer kasuje tekst. Wrrrrrrrrrrrrrrr. Dziewczyny chore - mają grypę.
Tuśka złożona gorączką, w nocy nie spała ani ona ani ja. Nika lepiej, zaczęła chorować w piątek - w dniu, kiedy miała mieć urodziny w sali zabaw. Gości trzeba było przeprosić, bo jubilatka leży i jęczy. My z Mackiem się jakoś trzymamy.
NaMazurach jesień. Ryby ciągle biorą, jak widać na zdjęciu.

lato, jesień, zima zaraz

A tu cicho na blogu. Obiecuję poprawę. Dla samej siebie, dla dziewczyn.

Lato za nami, jesień w pełni. Z nią uroki tej pory roku - dziewczyny chore, grypa wkoło szaleje. W piątek zachorowala Nika. Po południu zaczęła mocno gorączkować. Tego dnia miała mieć urodziny w sali zabaw dla dzieci z klasy. Oczywiście wszystkim trzeba było grzecznie podziękować, bo jubilatkażala i jęczała. Wczoraj - w Niki urodziny, przyszli Dziadkowie. Był skromny tort, ten który został z planowanych urodzin w "Igraszce".

Dziewczyny dostały lego creatora.









Po południu Tuska została ustrzelona przez wirusa - gorączka 39 st. C. W nocy - piec, pewnie ze 40 st. C. Żadna z nas nie spała, a ja rano do pracy. W ciągu dnia, jak donosi Tata - lepiej. Coś zjadły, oglądały TV, jak wróciłam z pracy - polepiły cisatoliny. Zajechałam do Tesco, zeby kupić trochę artykłów plastycznych, bo przed nami tydzień w domu.



A teraz co na Mazurach - Maciek był w naszym domku 3 razy od czasu zakończenia sezonu.

Domek czeka, wycinka prawie zakończona.

Jesień zawitała do Żywego:









Ale ryby biorą:

piątek, 31 lipca 2009

Połowa lata za nami

Ależ zleciało!!!
Postępy w pracach: wreszcie wstepnie udało się rozplanowa układ góry dla gości. Wyjdą 4 pokoje plus małe pomieszczenie - coś jakby świetlica.
Dla nas zostanie dół plus jeden pokoik sponsorski - dla dziadków.
Wszyscy jesteśmy już zaklimatyzowani w naszym nowym domku, w zasadzie ciężko będzie go opuścić na zimę. Kuchnia jak marzenie w Pruszkowie.
Dzieci nie występują w przyrodzie - całymi dniamy same wymyślają sobie zabawy, siedzą w wodzie, aktywują miejscowe dzieci do zabawy. Cud - miód.
Kończę, idziemy na zakupy.